Ordo Fratrum Minorum Capuccinorum

Log in
aktualizacja 1:08 PM CET, Nov 13, 2019

Kenia, w Garisie nasiona pokoju między chrześcijanami i muzułmanami

Opowieści o współistnieniu wiernych obu religii. Pamięć o atakach bojówek al-Shabbab, powrót do spokojnego, międzyreligijnego dialogu oraz prace Kościoła, to wszystko w rozmowie z biskupem Josephem Alessandro.
 
CRISTINA UGUCCIONI
GARISSA
 
Diecezja Garissa, położona w północno-wschodniej Kenii, na granicy z Somalią, rozciąga się na 145 tysiącach kilometrów kwadratowych (jedna trzecia kraju). Mieszka w nim milion osób, z których 98% wyznaje wiarę islamską. Jest około 8000 katolików (0,8%), głównie z innych części Kenii: przynależą oni do siedmiu parafii i mogą liczyć na piętnastu księży i cztery wspólnoty zakonne. Niestety w ostatnich latach ten region został poważnie dotknięty przez somalijską milicję al-Shababbab, która przeprowadziła liczne ataki. Najpoważniejszy miał miejsce w kwietniu 2015 roku, kiedy to terroryści najechali na Uniwersytet Garissa, strzelając do dziesiątek osób i biorąc zakładników. Pozwolili odejść muzułmanom i uderzyli w młodych chrześcijan. Było 148 ofiar: 147 studentów i jeden strażnik.

Zasadzka

Biskupem diecezji jest Ojciec Józef Alessandro: 73-letni Maltańczyk, który należy do Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów. Po raz pierwszy przyjechał do Kenii w 1989 roku, a już w 1993 roku był on ofiarą zasadzki: grupa terrorystów (Shifta) zatrzymała go, gdy prowadził samochód, po ostrzelaniu go, został okradziony. Był poddawany różnym operacjom w Anglii, a następnie spędził rekonwalescencję na Malcie, gdzie jego współbracia wybrali go na przełożonego prowincjalnego. Pod koniec swojego mandatu poprosił o powrót do Kenii, na teren Garissy, gdzie było niewielu księży, a biskup, w niepewnych warunkach zdrowotnych, potrzebował pomocy. Ojciec Alessandro został mianowany biskupem pomocniczym w 2012 roku i prowadzi diecezję od 2015 roku. W tym dialogu z Watykan Insider opowiada o życiu diecezji i jakości relacji między chrześcijanami i muzułmanami.

Jaka jest obecnie sytuacja w Garissa?

„Pokój i spokój powrócił. Po ataku na uniwersytet wielu chrześcijan wolało opuścić miasto i udać się do swoich wiosek lub przenieść się do sąsiednich mieścin, aby  przyjeżdżać do Garissa tylko w ciągu dnia do pracy. Teraz natomiast powrócili do życia w mieście, co jest bezpieczne, ponieważ rząd wzmocnił obecność organów ścigania, które nadal strzegą nawet kościołów. Ostatnio, także  somalijskie bojówki al-Shabbab nie są wymierzone w ludność cywilną, lecz w siły policyjne rozmieszczone na granicy z Somalią. Uniwersytet został otwarty ponownie i uczęszcza tam duża liczba młodzieży katolickiej, posługujemy jej i dla nich organizujemy różne spotkania modlitewne i celebracje eucharystyczne. Atak na uniwersytet był straszny i szczególnie uderzył on w chrześcijan, którzy już i w przeszłości byli na celowniku terrorystów. Jednakże terroryści nie tylko atakują chrześcijan: w rzeczywistości w Somalii nadal dokonują ataków nawet tam, gdzie nie ma chrześcijan. W Kenii głównym celem terrorystów al-Shabaabaab jest zmuszenie rządu do wycofania wojsk wysłanych do Somalii w celu ich zwalczania”.

Jak w przeszłości wyglądały stosunki między chrześcijanami i muzułmanami w tym regionie?

„Byli dobrzy. Nie tak samo z kolei z rządem. Przed uzyskaniem niepodległości od Brytyjczyków (1963) większość terytorium Garissy była częścią Somalii. Następnie dołączyła do Kenii i plemię Somalii - raczej zamknięte - zostało podzielone. Spowodowało to wiele problemów: na naszym terytorium członkowie tego plemienia czują się jak Somalijczycy i często mają swoich krewnych za granicą. Przez pewien okres była również aktywna grupa terrorystów, Shifta, i choć prowadzi działania agresywne (agresja, kradzieże), to nie była tak radykalna i brutalna jak al-Shabbab”.

Jaka jest opinia o al-Shabbab wśród muzułmanów żyjących na terytorium Garissy?

„Tutaj muzułmanie - należący do niektórych plemion, z których dwa są bardzo otwarte dla chrześcijan - są przyjaźni i spokojni. Uważają islam za religię pokoju: nie popierają terrorystów. Niektórzy jednak obawiają się otwarcie potępić tę grupę, ponieważ boją się odwetu na swoich krewnych w Somalii, jak i dlatego, że należą do tego samego plemienia co terroryści, a przez to w konsekwencji boją się być uznani za zdrajców. Muzułmanie ci cierpią i milczą: boją się ataków, ale jednocześnie nie chcą iść na policję, aby złożyć skargę. Jednakże ostatnio armia mogła liczyć na współpracę ludzi wyznających wiarę islamską. Kościół katolicki jest postrzegany przez muzułmanów z sympatią i podziwem dla wielu podejmowanych dzieł. Wielokrotnie zdarzało się, że wierni muzułmanie mówili nam, kapłanom: To prawdziwa szkoda, że jako chrześcijanie musicie iść do piekła, jesteście tacy dobrzy”.

Jakie prace społeczne były promowane w diecezji?

„Oprócz opieki duszpasterskiej mamy kilka klinik, szpital, ośrodek rehabilitacji dzieci niepełnosprawnych, sierociniec dla dziewcząt i kilka szkół podstawowych. Ponadto utworzono pięć grup promocyjnych dla kobiet oraz regularną dystrybucję żywności i podstawowych artykułów pierwszej potrzeby dla osób najbardziej potrzebujących. Każdy człowiek jest stworzeniem Boga, ma nienaruszalną godność, musi być kochany i szanowany: to jest to, co chcemy przekazać poprzez nasze dzieła, przeznaczone dla całej ludności. Na przykład do szkół uczęszczają dzieci chrześcijańskie i muzułmańskie. Jesteśmy przekonani, że katolicka instytucja edukacyjna może odegrać decydującą rolę w budowaniu spójnego i pokojowego społeczeństwa. Muzułmańscy rodzice mają zaufanie do nas, cenią nas i mówią, że chętnie posyłają swoje dzieci do naszych szkół: wiedzą, że pracujemy z pasją na rzecz formacji młodych pokoleń. Przekazujemy naszym uczniom wartości ewangeliczne (które są uniwersalne), takie jak miłość do bliźniego, sprawiedliwość, pokój i przebaczenie. Dzieci asymilują je i uczą się ich, natomiast studiując i bawiąc się razem, uczą się kochać siebie nawzajem, żyć razem, nie uznawać za przeciwników tych, którzy należą do innego plemienia lub wyznają inną religię. Siejemy, przekonani, że owoce przyjdą”.

Jakie formy dialogu międzyreligijnego przyjmuje Twoja diecezja?

„Zawsze promowaliśmy dialog międzyreligijny poprzez różne inicjatywy. Kilka lat temu Konferencja Episkopatu USA sfinansowała dwuletni program dialogu, który obejmował regularne spotkania w poszczególnych parafiach między grupami kobiet, młodzieży, dorosłych i władz religijnych. Celem było wzajemne poznanie się, konfrontacja i uniknięcie ewentualnych konfliktów. Młodzież organizowała również wspólnie zawody sportowe. Teraz dofinansowanie się skończyło, ale grupy nadal się spotykają. Wyniki są bardzo zachęcające. Na przykład: niedawno, w międzyreligijnej grupie kobiet, w jednej z parafii, udało się powstrzymać konflikt, który miał wkrótce powstać pomiędzy mężami. Osobiście spotykam się czasami, zwłaszcza na modlitwie, z miejscowymi imamami, z których niektórzy, po ataku na uniwersytet, przychodzą do katedry - szczerze cierpiący - aby złożyć kondolencje i przeprosiny za to, co się stało”.

Jak opisałbyś wiarę katolików Garissy?

„Jasne, mocne. Atak na uniwersytet miał miejsce w Wielki Czwartek: w piątek i w sobotę katedra była prawie pusta, ale Niedziela Wielkanocna była pełna. I było też dużo dzieci, ponieważ były przewidziane chrzty. Pamiętam, że zagraniczni dziennikarze, którzy przybyli do miasta z powodu ataku, byli bardzo zaskoczeni widząc tak licznych wiernych. Teraz, jak już powiedziałem, powrócił spokój; katolicy nie boją się nosić różańca na szyi, czy koszulki z wizerunkiem Jezusa i Matki Bożej. Oczywiście, boją się ataków, ale nadal często są w kościołach; mówią: Jeśli mamy umrzeć, to lepiej, żeby to się stało tutaj, w domu Pana. Mówią to także młodzi ludzie. My, kapłani, wspieramy ich i zachęcamy ich do modlitwy. Modlitwa bowiem jest potężniejsza przeciwko złu. Mam wielkie zaufanie do Ducha Świętego, do Jego interwencji: On jest tym, który prowadzi Kościół. Ze względów bezpieczeństwa w mieście Mandera, w najbardziej wysuniętej na północ części diecezji, nie ma kapłana obecnego na stałe: wierni jednakże kontynuują swoje życie wiary z mocnym duchem. Kiedy okresowo idę na spotkanie z nimi, widzę Ducha Świętego w działaniu. Chrystus powiedział, że będzie z nami przez wszystkie dni, aż do końca czasu: zawsze powtarzamy to naszym wiernym i oni to zrozumieli”.

Czy istnieją oznaki poprawy stosunków między chrześcijanami i muzułmanami?

„Jestem pełny nadziei w zasadzie z dwóch powodów. Po pierwsze, rząd ciężko pracuje nad poprawą infrastruktury na tym obszarze (dróg, sieci wodociągowych i elektroenergetycznych) oraz pomaga regionowi w dalszym rozwoju i otwarciu. Działa również na rzecz wspierania młodych ludzi, którzy chcą studiować i znaleźć pracę. Edukacja jest jednym z czterech filarów działań rządu. Młodzi ludzie, którzy zaczynają przenosić się do pracy lub uczęszczać na kenijskie uniwersytety w innych regionach, uczą się konfrontować z innymi plemionami, poznawać różne style życia. Pomaga to zmienić mentalność, przezwyciężyć te formy zamknięcia, które czasami w naszym regionie stanowią przeszkodę dla współistnienia. Jesteśmy blisko tych młodych ludzi, towarzyszymy im i wspieramy ich (również finansowo) w nauce. Przede wszystkim jestem pewien, ponieważ wiem, że Bóg zwycięża zło i nie porzuca żadnego ze Swoich dzieci. My, z Jego pomocą, dokładamy wszelkich starań, aby zasiać dobre nasienie Ewangelii, a następnie zostawiamy w Jego rękach przyszłość. Może nie od razu zobaczymy owoce naszych wysiłków, ale tak to już jest: przyszłe pokolenia będą je widzieć. Prosimy naszych braci i siostry w wierze z całego świata, aby wspierali nasze wspólnoty modlitwą, abyśmy mogli nadal głosić Ewangelię naszym życiem”.

Źródło:
Kenia, w Garisie nasiona pokoju między chrześcijanami i muzułmanami

Ostatnio zmieniany: wtorek, 20 listopad 2018 20:33